10 …

 

Redaktor naczelny – Witold Ślusarski, w ostatnim numerze Znad Rudawy (nr 06/2017), na stronie 1 zamieścił „niewinny” tekścik niejakiego „wś”…. ot, takie „coś o niczym”:

Nie miejmy złudzeń – autor próbuje w sobie tylko charakterystyczny sposób, snuć  przypowieść o obecnej sytuacji w Radzie Gminy Zabierzów (stąd pewnie liczba 10 i określenie „grupa”). Podejmuje próbę deprecjonowania wszystkich, niezwiązanych (co wg niego karygodne!) z Elżbietą Wielką. Na końcu autor poucza wszystkich wątpiących, że każdego, kto ośmieli się płynąć pod prąd, czeka sroga kara – samotność! Denerwujące jest, że w jedynej Gminnej gazecie, publikowane są za nasze pieniądze takie pierdoły , ale o tym innym razem…

.

Kontynuując, nikt przy zdrowych zmysłach (oprócz wąskiego grona zainteresowanych i samego autora), czytając tę „światłą” dykteryjkę, nie miałby zielonego pojęcia o co idzie, ale nasz „mistrz ciętej riposty”, niedoceniony „wś”, „Machiavelli Ratusza”, „Kardynał Richelieu Zabierzowa”, „człowiek o tysiącu twarzy”, „nadzieja światowego dziennikarstwa”, „obrońca monarchii”, „gminny Wernyhora” (kto nie wie o kim piszę, prawdopodobnie nigdy nie był w Zabierzowie 😉 nie byłby po prostu sobą, gdyby nie pierdyknął (przepraszam!) czegoś takiego, co osłabi (na szczęście tylko według niego) „wrogów systemu”, „złych wywrotowców”, „zazdrośników”, czyli ogólnie rzecz ujmując – przeciwników miłościwie nam panującej… Amen

.

Dlatego dla równowagi, a także korzystając z chwili wolnego czasu, pozwoliłem sobie na napisanie drugiej części tej przypowieści, która jest znacznie bliższa memu sercu i nie kryję, że pokładam głęboką wiarę w jej spełnienie…

 

Ten sam znany rzeźbiarz, widząc, że została mu tylko „Samotność„, wyrzeźbił drugi komplet – również dziesięciu (!!) figurek. Ponownie nazwał je: grupą. Niestety nikt ich nie chciał kupić, bo miały jedną, zasadniczą wadę: były identyczne.

Stały sobie na półce równo jak żołnierzyki, a na dodatek jak się choćby jedną popchnęło, to wywracały się jak na komendę – wszystkie! Były takie szare i nijakie, że mistrz w ogóle nie miał ochoty na nie patrzeć, a co dopiero każdą z osobna nazywać.

Więc figurki nieudanej serii, skończyły jako przyciski do papieru. Nie próbował ich poprawiać bo wiedział, że są beznadziejne.

Napięcie figurek rosło i rosła też frustracja, że przecież takie „ważne” zadania pełnią dla mistrza, że są zawsze razem, że z całych sił trzymają papier, a on nawet ich nie zauważa. Nie wiedziały, że mistrzowi wcale na nich nie zależy, bo w każdej chwili może sobie wyrzeźbić nowe… Od tego napięcia i smutku, figurki zaczęły pękać i niszczeć, aż rozpadły się zupełnie i została po nich mała kupka pyłu. Wtedy dopiero mistrz zorientował się, że jest już stary, a do tego zupełnie sam…

Nie mógł już rzeźbić, ale przypomniał sobie o ostatniej figurce, która mu została jeszcze z poprzedniej serii – o „Samotności„.

Kiedy ją odnalazł, na tej najtwardszej i najlepiej wykonanej rzeźbie, z zupełnie niewyjaśnionych przyczyn widniał napis: „Nadzieja„…

.

Wszystkim „mistrzom”, ze szczególnym uwzględnieniem „mistrzyń” poświęcam…

Łukasz Grzelewski