Moja droga.

znakiJak się okazuje, nic tak do końca nie jest w pełni oczywiste. Weźmy na ten przykład drogę. Taką zwykłą asfaltową drogę. Długość jakieś 800 metrów, szerokość 4 i pół. Zdawać by się mogło, że to kawał tłucznia, rur, betonu, asfaltu, parę znaków drogowych… Ale jak zwykle jest pewne „ALE”. Konkretnie mowa o drodze łączącej drogę wojewódzką – ulicę Kmity z ulicą Białych Brzóz w Zabierzowie. Droga biegnie w większości przez Las Zabierzowski, na granicy Rezerwatu Skała Kmity, w miejscu dość kontrowersyjnym w kontekście malowniczego otoczenia. Projekt ten stał się w ostatnim czasie przedmiotem protestu części mieszkańców okolicznych domów. A że każda akcja rodzi reakcję, stał się również obiektem protestu przeciw protestowi – czyli uzyskał poparcie ze strony innej grupy. No i trochę się „zamieszało” wokół biednej, niczemu nie winnej drogi. Cała „heca” rozpoczęła się w chwili, kiedy ni stąd ni z owąd okazało się, że droga realizowana jest na szczególnych warunkach w ramach tzw. SPECUSTAWY, uzyskała wynikającą z tej ustawy decyzję ZRID (Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej) i ku zdziwieniu wszystkich będzie realizowana w 2015, a nie jak wcześniej planowano w 2016 roku.

     Wróćmy jednak do przeciwników budowy drogi. Są to prawie wszyscy mieszkańcy jej najbliższego otoczenia, a nawet i dalej położonych terenów. Ludzie ci postanowili założyć stowarzyszenie, a jest to całkiem zrozumiałe, bo ciężkie – o ile wręcz niemożliwe – jest występowanie w pojedynkę przez jakimkolwiek organem administracji (w tym przypadku – Urzędem Gminy Zabierzów).

   Do Przewodniczącej Rady Gminy – Pani Marii Kwaśnik – zostało skierowane pismo wyrażające stanowisko stowarzyszenia w sprawie drogi. Przytaczać go nie ma sensu. Istotne jest natomiast, że kilkadziesiąt osób apelowało o zaniechanie budowy z uwagi na spokojny, rezydencyjny charakter okolicy, warunki środowiska naturalnego, poczucie zagrożenia przed niekontrolowanym ruchem kołowym, wreszcie w związku z intensywnym, turystycznym, spacerowym ruchem pieszym. Problem został również zasygnalizowany na sesji Rady Gminy. W wyniku „zamieszania” jakie wytworzyło się wokół całej sprawy, władze gminy postanowiły zorganizować otwarte spotkanie z mieszkańcami zainteresowanymi tematem. Co prawda zawiadomienie o spotkaniu zostało przesłane na dwa dni przed terminem, ale przecież mogło w ogóle nie dojść… cóż, taki los mieszkańca… Spotkanie odbyło się 1 kwietnia. Ze strony gminy uczestniczyli w nim między innymi Zastępca Wójta – Pan Wojciech Burmistrz, kierownik Wydziału Inwestycji – Pan Wojciech Praczyński, projektant, inspektor nadzoru, pracownik referatu ochrony środowiska i inne osoby, których nazwisk nie znam lub nie pamiętam, co nie umniejsza w niczym ich wagi, a za co uprzejmie przepraszam. Przyszło też kilkanaście osób – członków protestującego stowarzyszenia i kilkoro mieszkańców z ulicy Polnej, jak się potem okazało żywo zainteresowanych budową drogi. Przybył też sołtys Zabierzowa – Pan Wiesław Cader, Pani Janina Wilkosz – członek Rady Sołeckiej, a także Pan Józef Woch – były sołtys. Czyli pomimo prima aprilis zrobiło się dość poważnie. Przez ponad dwie godziny obie strony przekonywały się wzajemnie o słuszności swoich stanowisk. Przeplatały się ze sobą słowa ostre, merytoryczne, śmieszne i zaskakujące, a nawet zdarzyły się – delikatnie mówiąc – słowa niegrzeczne…

     Reasumując – bardzo dobrze, że to spotkanie się odbyło! Późno, bo późno, ale jednak gest w stronę kompromisu z obu stron został wykonany. Myślę, że wszyscy zrobili co w ich mocy, żeby przeforsować swoje racje (…pomijając oczywiście rozwiązania ekstremalne, bo rozmawialiśmy na poziomie ludzi cywilizowanych). Rezultat rozmów jest mniej więcej taki, że oczywiście droga powstanie, ale… protestujący uzyskali zapewnienie – nie byle kogo, bo samego „kierownika od inwestycji” i to w obecności Zastępcy Wójta – że prawdopodobnie nie będzie problemu z wprowadzeniem dodatkowych zabezpieczeń na drodze. Dotyczy to w szczególności montażu szykan ograniczających ruch i instalacji znaków przyznających pieszym pierwszeństwo na drodze! To bardzo ważne i dobrze, żeby kierowcy już dziś zapoznali się ze znakiem D-40. To oznaczenie STREFY ZAMIESZKANIA. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim, że piesi mogą poruszać się całą szerokością drogi i mają pierwszeństwo przed pojazdami! Nie mają przy tym obowiązku korzystać z chodników czy pobocza. Kierowcy w strefie zamieszkania nie mogą przekraczać prędkości 20 km/h. Często jest to zresztą niemożliwe, ponieważ w takich strefach zwykle występują progi zwalniające. Istotne w całym tym problemie stało się to, że gdzieś podczas realizacji inwestycji, kiedy urzędniczo – budowlana machina została rozpędzona do maksimum, a wszystkie możliwe decyzje wydane i uprawomocnione, przestał funkcjonować jakikolwiek „czynnik ludzki”. Według mnie ludziom nie można mówić, że coś tam kiedyś wisiało na stronie interentowej czy tablicy ogłoszeń. Szczególnie nie może tak postępować administracja samorządowa, od której wymaga się przejrzystości i działań prospołecznych i utrzymywania kontaktu z obywatelem. Mało kto tak naprawdę obserwuje Biuletyn Informacji Publicznej czy ze zrozumieniem analizuje zmiany miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W sprawach ważnych dla lokalnych społeczności trzeba rzetelnie informować mieszkańców wszystkimi możliwymi sposobami i przy użyciu wszelkich dostępnych środków przekazu, przedstawiając zalety i zagrożenia, możliwe opcje i warianty – nawet te trudne do zaakceptowania i kontrowersyjne. A ludzie?… Ludzie są przecież różni: jedni lubią zebrania wiejskie, inni ich chronicznie nie tolerują. Niektórzy mają czas, inni pracują do późna. Jedni są samotni, inni mają małe dzieci. Ale wszyscy są mieszkańcami naszej gminy, wszyscy bez względu na „staż” mieszkania w gminie mają takie samo prawo głosu, wypowiedzi i wymiany poglądów.

Łukasz Grzelewski